... "Przyszedł kotek, wypił mleczko, a ogonkiem stłukł jajeczko "- kontynuując wierszyk z tytułu posta.
Pamiętacie go?
Z czymś Wam się kojarzy?
Mnie najbardziej z jednym, mianowicie....... z dzieciństwem..
I jeszcze boboki. Podstraszali Was rodzice bobokami, że jak nie zjecie kolacji, to Was porwią?
Mnie chyba tak, bo coś mi świta, zresztą skąd bym je znała. Ale w sumie im się nie dziwię, bo byłam strasznym i do tego zbuntowanym niejadkiem i niezłym "ziółkiem" jak to mówią.
Takim "ziółkiem" w sensie rozrabiaką, gdyby ktoś miał wątpliwości w kwestii zioła.
I dlatego o tym dzisiaj napiszę.
Zapraszam Was do zapoznania się z moimi wspominkami z dzieciństwa, z czasów kiedy beztroskie pomysły realizowało się od ręki, a problemy miały raczej inny wymiar i szybko znikały, ulubionym miejscem zabaw był trzepak i podwórkowe drzewa, a do piwnicy chodziliśmy, żeby pobawić się w chowanego, albo, żeby przeżyć pierwszy pocałunek,a nie po to, żeby palić ukradkiem fajki...
Z rozrzewnieniem wspominam tamten czas i w głębi duszy jestem wdzięczna, że właśnie wtedy, a nie teraz byłam dzieckiem. Dzięki temu nie ominęło mnie prawdziwe życie, prawdziwe wspomnienia, prawdziwi przyjaciele, wyzwania, zabawy, siniaki na rękach i obdarte kolana... A to, zwłaszcza z perspektywy czasu jest bezcenne.